Jedi a prawa autorskie

Jakiś czas temu Strażnicy Wielkiej biblioteki Jedi na Ossusie zorientowali się, że ktoś wynosi z budynku najcenniejsze zwoje, księgi i artefakty. Cała sprawa wyszła na jaw podczas dorocznej inwentaryzacji. Przeprowadzono śledztwo, w trakcie którego ujawniono kilka niepokojących zjawisk. Po szczegóły odsyłamy do oficjalnego raportu opublikowanego przez organ biblioteki.

Precedensy?

Sytuacja, w której znalazł się Ossus, nie jest nowa – w zasadzie zdarzały się takie od samego zarania łączącej Galaktykę sieci holonet.

We wczesnych latach wykradanie danych było łatwe do wykrycia – „zinternetyzowani” fani stanowili wtedy dość ścisłą i dobrze się znającą grupę, a każda nowa strona była dużym wydarzeniem. Kiedy więc pojawiało się coś, co było klonem, było z łatwością rozpoznawane i identyfikowane (Luke Skywalker ze swoim brzęczeniem w głowie mógłby pozazdrościć). A że i zainteresowanie „Gwiezdnymi wojnami” ograniczało się wówczas w zasadzie tylko do fanów, strona-plagiatorka nie cieszyła się zbyt dużym powodzeniem. Dodatkowo, wieści rozchodziły się szybko (lista mailowa Sojuszu SW, SWPL, grupa newsowa), a spontaniczne, grupowe protesty mailowe fanów odnosiły zazwyczaj pozytywny skutek – właściciel strony szybko orientował się, że naruszył netykietę i z reguły wycofywał się ze swoich działań.

W ten sposób zniechęcono przynajmniej kilka stron wykradających dorobek stoczniowy Sluis Van, multimedia z CHATO’s Star Wars Page, czy nawet enuncjacje Curtisa Saxtona. Rzadko zdarzało się, żeby sprawa musiała dojść do poziomu maila do providera udostępniającego miejsce na stronę. Raz zdarzył się przypadek humorystyczny – piszący te słowa nie dość wyraźnie zaznaczył na stronie poświęconej XvT, że publikuje tam własne materiały, wskutek czego doniesiono mu o w/w „chamstwie”. Sprawa na szczęście została szybko wyjaśniona ;)

A co na to prawo?

Od kiedy w Sieci coraz więcej robi się biznesu, a „kontent” stał się cenny, coraz więcej podobnych spraw opiera się o prawników lub prokuraturę. Dlatego warto wiedzieć o polskim prawie autorskim chociażby kilka podstawowych rzeczy, które pokrótce opisane są poniżej (proszę pamiętać, że to nie jest żadna wykładnia, a tylko skrótowy wybór kilku zagadnień związanych z tematem).

Prawo autorskie odnosi się do każdego „utworu”. Utworem nie jest np. prosta informacja prasowa, przepis prawa, odkrycie naukowe itp. Książka, film, opis statku kosmicznego czy artykuł na Ossusie (z reguły) utworem jest. Utwór jest chroniony przez prawo niezależnie od tego, czy ktoś przy publikacji zamieścił stosowną notkę, czy nie.

Przy jakiejkolwiek publikacji danego materiału musi być podany jego autor – chyba, że zdecydował się on na rozpowszechnianie anonimowe. W sieci zazwyczaj informacji takiej towarzyszy link do strony autora lub jego email. W przypadku rozmaitych Wikipedii i innych serwisów opartych na współpracy wielu autorów, zazwyczaj uważa się, że aby uczynić temu zadość, należy podać link do miejsca na danej wiki, gdzie znajduje się oryginał i lista wszystkich autorów.

Autor decyduje, gdzie i jak można rozpowszechniać jego dzieło. Nie ma kopiowania bez zezwolenia. Jeżeli autor opublikował utwór na konkretnej licencji, to należy ją uważnie przeczytać, żeby wiedzieć, co wolno, a czego nie. Jeśli nie ma licencji – trzeba prosić o zgodę. Można natomiast cytować – ale to musi być na prawdę cytat, wykorzystanie we własnej pracy, a nie strojenie sobie żartów.

A co, jeśli to oleję?

Z grubsza – można zapłacić grzywnę albo dostać do 3 lat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: