Saga trwa: empik.com po raz trzeci

Śmierć frajerom.

W poprzednich odcinkach:

A dzisiaj dwa kolejne:

Odcinek 3: Uznana reklamacja

Tu muszę przyznać, że empik.com mile mnie zaskoczył, choć w zasadzie jedyne, co zrobił, to zachował się poprawnie. Spodziewałem się, że odesłanie wadliwego produktu to tylko początek dłuższej przeprawy, szczególnie w związku z okresem przedświątecznym, w którym wszelka logistyka musi pracować na najwyższych obrotach… A tymczasem w czasie krótszym niż 14 dni od wysłania reklamacji, na moje konto wróciły pieniądze za płytę. Oraz zwrot wnioskowanych kosztów przesyłki w wysokości 4.10 PLN (zgodnie z rachunkiem). Następnym razem dorzucę też rachunek za kopertę, choć następnego razu pewnie raczej nie będzie…

I to byłby koniec historii, gdyby nie to, że jednak nadal chciałem kupić ten prezent. Tak więc zapraszam do…

Odcinka 4: W empikotka i myszkę

Za pierwszym razem płytę zamówiłem w promocji, za drugim razem już nie, więc cena wyszła o jakieś 20% wyższa. Jak już jednak wspomniałem, byłem dość zawzięty. Tym razem zamówiłem oczywiście z odbiorem w salonie. Dziś poszedłem odebrać płytę…

… oczywiście poprosiłem panią w punkcie odbioru o rozpakowanie przesyłki na miejscu…

… i?

Tak jest. Po pomachaniu pudełkiem ze środka dobiegł mnie dobrze już znany grzechot. Przysłali dokładnie ten sam egzemplarz płyty.

Nic to, że została zwrócona i sami uznali, że zasadnie. Jeden odesłał, to może drugi jeleń kupi? Niezła komedia. Albo tragedia. Albo sam już nie wiem co.

Wesołych Świąt!