Star Wars: Kultowe statki i pojazdy

Pojawiły się ponownie. Po jesiennej serii próbnej, którą podobno można było gdzieś kupić (ale nie w holokioskach na Coruscant ani w pobliskich wioskach), Kultowe statki i pojazdy wydawnictwa DeAgostini wychodzą znowu, tym razem na poważnie. A przynajmniej w sensownym początkowym nakładzie i przy wsparciu dedykowanej strony internetowej.

W środowy poranek czekając na grawibus dopadłem w lokalnym holokiosku pierwszy zeszyt – poświęcony Sokołowi Millennium. W międzyczasie zaś siły mandaloriańskie w osobie X-Yuri’ego dostarczyły mi zdjęć czterech pierwszych numerów „serii testowej” (dzięki stokrotne!). Dzięki temu poniższa recenzja będzie odnosić się również do nich. A więc pokrótce: o całym zestawie, o gazetkach, o figurce Millennium Falcona.

Z zewnątrz

Pakiet składa się z tektury nośnej kalibru A3, do której przymocowany jest zasobnik z PET zawierający model statku oraz foliowa koperta z gazetką formatu A4. Całość jest dość nieporęczna, ale za to dość dobrze zauważalna za szybą holokiosku. Na potrzeby transportu zaleca się szybki demontaż zestawu.

Kultowe statki... Foto ukradzione z Bastionu.

Pierwszy numer poza gazetą i figurką zawiera dodatkowo plakat przedstawiający Falcona w locie nad Bespinem. Landszafcik jest całkiem spory (format A1), no i niestety złożony tak, żeby zmieścił się w gazetce, co zaowocowało gustowną siecią załamań. Ale ktoś pewnie zna na to jakiś sposób – prasowanie przez mokrą ścierkę, posypanie świeżym ryllem i zwinięcie w tubę czy jakieś inne specjalistyczne gusła.

W pakiecie jest jeszcze ankieta konsumencka oraz ulotka reklamowa zachęcająca do prenumeraty. Wszystko dość mocno czuć farbą drukarską.

Merytorycznie, czyli gazetka

Gazetka liczy sobie 24 strony, wliczając w to jedną „rozkładówkę”, czyli stronę z dodatkowymi skrzydełkami jak w Niesamowitych przekrojach. Co ważne, „temat numeru” nie zajmuje nawet połowy objętości czasopisma – całość dopchana jest dużą ilością tekstów pobocznych, co dla jednych będzie pewnie wadą, a dla innych – zaletą. Teksty nie są długie, z reguły mają jedną stronę, czasem dwie, przy czym dużo zabierają ilustracje. Na pokładzie mamy co następuje:

  • W ogniu walki – artykuł o wybranej bitwie czy wybranym aspekcie działań wojennych, z reguły związany tematycznie z opisywaną w danym numerze jednostką.
  • Witamy na pokładzie – tekst o właścicielu lub pilocie danego statku. Dla Falcona jest to oczywiście Han Solo, X-wing dostał Luke’a Skywalkera, TIE/x1 oraz Actis odpowiednio… Dartha Vadera i Anakina Skywalkera.
  • Słynne statki kosmiczne – czyli krótki tekst o tym, co mamy w danym numerze w gablotce.
  • Encyklopedia statków i pojazdów – opis drugiego pojazdu, czasem związanego z tematem numeru (FalconOutrider, X-wing – Z-95), a czasem nie.
  • Za sterami – rozkładówka z krótkim opisem pojazdu – tematu przewodniego na zewnętrznych stronach, a w środku… Hm. Nic, co szczególnie zachwyciłoby gwiezdnego mechanika i skłoniło go do powieszenia obiektu westchnień na ścianie warsztatu. Wewnątrz znajdziemy bowiem schemat wybranego statku, wykonany w guście tych z pierwszego Ilustrowanego przewodnika po statkach, okrętach i pojazdach Gwiezdnych wojen, czyli prosty rysunek i kilka/kilkanaście elementów wskazanych kreską i podpisanych. W sumie trochę rozczarowujące, jeśli ktoś czytał uprzednio Niesamowite przekroje.
  • W odległej galaktyce – opis wybranego miejsca, od kantyny w Mos Eisley po salę tronową Imperatora.
  • Droidy, obcy i inne istoty – artykulik zgodnie z nazwą opisuje jakiegoś droida, obcego czy… inną istotę. Na przykład rodzinę Larsów.
  • Rewolucja w kinie – tu o różnych aspektach kręcenia Gwiezdnych wojen i ich wpływie na historię kina w ogóle. Całkiem ciekawe, na artykuły załapał się między innymi Ben Burtt oraz ILM.
  • Za kulisami – w końcu wracamy do tematu numeru i dostajemy dwie strony opowieści o tym, jak projektowano i tworzono dany pojazd – szkice koncepcyjne, modele i anegdoty z produkcji. Niestety mało tekstu, za to ilustrowanego ciekawymi zdjęciami. I znów niestety – raczej słabej jakości. Ale w sumie tutaj nawet i fan wyspecjalizowany w technice kosmiczno-pojazdowej może znaleźć coś nowego.
  • Czy wiesz? – czyli quiz. Trzy pytania na całkiem przyzwoitym poziomie zaawansowania.
  • Gwiezdne wojny od A do Z – tu chyba trzeba było czymś zapchać ostatnią stronę i zrobiono coś w rodzaju encyklopedii w odcinkach. Notki krótkie, wybór haseł jakby losowy.

I to z grubsza tyle jeśli chodzi o przegląd treści.

Nauczony doświadczeniem z produktów w rodzaju albumów z naklejkami czy TAZO, nie spodziewałem się po Kultowych statkach… specjalnie wysokiego poziomu merytorycznego. Dzięki temu doświadczyłem dość miłego zaskoczenia – poziom tekstów jest całkiem przyzwoity, nie zauważyłem żadnych wybitnie głodnych kawałków jak z gazet o kinie czy innych publikacji dla ludu. Produkt może więc być przyswojony przez fana, chociaż oczywiście nie należy się spodziewać zbyt wiele – uważny czytelnik Sluis Van nie zostanie raczej zaskoczony żadnymi nowymi faktami. Ale nie wszyscy się przecież specjalizują…

Główną wadą tekstów jest to, że są krótkie. Ale przynajmniej są – wbrew moim obawom Kultowe statki… to nie dwustronicowa „gazetka” dodawana do płyty DVD tylko po to, żeby lepiej wyjść na podatkach. Jest co przeczytać.

Tłumoczeniowo

Osobną kwestią jest warstwa tłumaczeniowa i edytorska. Tu też jest lepiej, niż się obawiałem, ale nie znaczy to, że idealnie (bo obawiałem się całkowitej masakry). Pojawia się sporo niezręczności wynikających chyba przede wszystkim z faktu, że tłumacz/redaktor nie śledzi polskiej literatury starwarsowej: transparentna stal zamiast transparistali, nie odmienianie niektórych nazw własnych (szczególnie dostało się myśliwcom) i tego typu kwiatki. Tłumacz nagminnie pisze również „ścigacz” zamiast „śmigacz”, co już nie jest śmieszne.

Zdarzają się też błędy składniowe, nieumiejętne odmienianie wyrazów z apostrofem, no i straszydła w rodzaju „asteroidu” zamiast „asteroidy” (przypomina mi się pewien działacz, który przekonany był, że „satelita” jest rodzaju żeńskiego). Nie jest ich dużo, ale trochę uwierają. Czy leci z nami redakcja i korekta tekstów, czy też zastąpiły ją droidy firmy MicroSith?

In plus natomiast należy ocenić prawidłowe podejście do kwestii klasy/typu, odwiecznej bolączki polskich tłumaczy. Oby utrzymało się to w kolejnych numerach.

Estetycznie, czyli figurka

Plastikowy blister kryje dołączoną do gazetki figurkę. Sokół ma rozmiary mniej więcej ludzkiej dłoni i osadzony jest na czarnej plastikowej podstawce. Całość przykryć można osłoną z przezroczystego (umiarkowanie) plastiku, co daje nam miniaturową gablotkę chroniącą model przed kurzem i ułatwiającą (zapewne) ustawianie eksponatów jeden na drugim. Dodatkowo wewnątrz gablotki jest też kartonik z nadrukowanym „gwiezdnym” tłem, który sprawia, że całość wygląda nieco ciekawiej. Na czas transportu całość zabezpieczają ponadto plastikowe wypraski mające chronić obiekt przed telepaniem się.

Napis na podstawce głosi: Millenium Falcon (przez jedno „n”) – trochę głupia wpadka, n’est-ce pas?

Sam model odlany jest z metalu, a następnie pomalowany. W gazetce utrzymują, że Sokoła zbudowano na Korelii, ale napis na opakowaniu zdradza, że to jednak Chiny.

Zewnętrzne detale odwzorowane są w miarę dokładnie: zadbano o ważniejsze linie podziału blach i odwzorowano je jako wklęsłe, rury idące wzdłuż kadłuba – jako wypukłe, a charakterystyczne okrągłe otwory w kadłubie również odtworzono w sposób namacalny.  Za to poczwórne działka laserowe przylegają ściśle do kadłuba, a podstawa anteny nie jest ażurowa.

Ogólnie dobry wygląd jednostki psuje niestety malowanie, które miejscami jest bardzo niedbałe. Mam na myśli głównie dwa miejsca: silniki oraz kokpit. Te pierwsze pomalowano na zastanawiający niebieski odcień, na dodatek w moim egzemplarzu Falcona tą samą niebieską farbą pochlapany jest też kadłub w ich pobliżu. Sterówka natomiast to moim zdaniem zdecydowanie najsłabsza część modelu: okna odtworzono przez pomalowanie ich szarą farbą namalowanie szarą farbą poprzeczek na kawałku mlecznego plastiku, co zupełnie nie nadaje im wrażenia głębi i w ogóle usiłuje obrazić wzbudzone w widzu poczucie realizmu. Wystarczy zresztą spojrzeć na zdjęcia. Duży minus za to, że model przedstawiony na stronie internetowej wydawcy ma kokpit dużo lepszy.

Ceny i prenumerata

Kultowe statki i pojazdy Star Wars od numeru 2 w górę kosztować mają 35 PLN w kioskach i 30 PLN w prenumeracie (pierwszy numer na zachętę kosztuje o połowę taniej – 15 ziemskich kredytów). Prenumeratę rozwiązano w swoisty sposób – płatna jest „z dołu”, po otrzymaniu zamówionej przesyłki. Gazetki mają przychodzić po dwie w pakiecie, z pierwszym odbiorca ma dostać segregator na zeszyty z bitwą o Coruscant na okładce, potem ma być również woreczek na osobisty komunikator oraz model TIE Fightera. Zamówić można pocztą albo przez internet, a w kwestii sposobu płatności nie znalazłem żadnych informacji. Mam nadzieję, że nie będą przyjmować jedynie w ziemniakach i cukrze.

Na razie nie wiadomo, ile ma być numerów. W UK do tej pory wydano ich już ponad 60 i ciągle pojawiają się następne…

Reasumując

Cały ten produkt nie jest mistrzostwem świata, a z drugiej strony nie jest to też bubel. Gazetka jest umiarkowanie ciekawa, model jakościowo też nie jest najgorszy, wykonany na poziomie średnio zaawansowanego modelarza. Można kupić pierwszy numer, bo tani. Można kupować wybrane w kioskach, bo po co komu ostrokołowiec Grievousa, jeśli cieszą go tylko X-wingi – ale z dostępnością może być później gorzej, w miarę obniżania nakładu. Można też zaprenumerować. Czy warto?

No właśnie nie wiem.

A tu inne recenzje z serii: Kultowe statki i pojazdy Star Wars ogólnie i Sokół Millennium / Kultowy X-wing / Kultowy TIE Advanced x1 / Kultowy myśliwiec przechwytujący Jedi / Kultowy prom imperialny

Reklamy

Komentarzy 12 to “Star Wars: Kultowe statki i pojazdy”

  1. Hm, czytając o tym MilleNnium się zdziwiłem, że nie zauważyłem tego błędu… sprawdziłem swój, i…: http://img196.imageshack.us/img196/9170/milleniumfalcon.jpg jak widać, u mnie jest prawidłowo, dwa N : P U Ryby, https://picasaweb.google.com/ender1701d/StarWarsDeagostiniNr1# na tych fotkach też widać ze prawidłowo. (On też kupił go ‚kiedyś’, we wrześniu znaczy^)
    Ciekawa sprawa, czy to tylko Ty dostałeś wybrakowany egzemplarz, czy wszystkie modele tej „edycji na serio” mają ten błąd…

    Co do układania jeden na drugim modeli, osobiście słabo to widzę, ten taki ‚guzik’ na dole, do którego model jest przymocowany przeskadza w tym. Pomijając fakt, że przez niego modele wyżej stoją krzywo, to mam wrażenie że łatwo ‚zrzucić’ model wyższy z niższego…

    • No ładnie… Ciekawe, który wariant będzie za 50 lat cenniejszy ;)
      Ustawianie przetestowałem wstawiając obudowę pod podstawkę i o ile w trybie wolno stojącym faktycznie może być słabo (ze dwa pewnie jeszcze ustoją, ale potem wieża może zacząć się niebezpiecznie chybotać), o tyle w przypadku konieczności zapakowania wszystkiego w jeden kontener powinno się udać bez większych problemów :)

  2. Kyle Says:

    Nie namieszali typu z klasa? Radzę zajrzeć do materiałów promocyjnych na ich stronie detale>ISD, gdzie nie tylko to kuleje…

    Gazetki nie zamierzam kupować. Może gdyby późniejsze numery też były po 15 pln i miały plakat z daną jednostką, to bym się na coś skusił.

  3. FatBantha Says:

    A ja w sprawie ostatniej aktualizacji. Niezmiernie podoba mi się wspaniała kompozycja tytułu stronki z opisem promienia ściągającego (statki kosmiczne Star Wars).

    Od razu wiadomo co ten promień robi, jakim statkom to robi, a jakie są na jego działania odporne. I w zasadzie nie trzeba już dalej nic czytać. Autohermeneutyka. Żadnego Constitutiona złapać by się nim nie dało.

    Śliczne.

    – Poproszę jeden promień ściągający statki kosmiczne Star Wars.
    – Zaraz go wyemituję dla Pana, czy zapakować do pudełka czy buteleczki?
    – A jest pan pewny, że jeden wystarczy i statek się nie zerwie?
    – Nie. Ale dla pewności może pan zakupić emiter (!) promieni ściągających.
    – Łoooooo, tak też zrobię! A żonie powiem, że to taka gustowna lampka nocna.

    (Koniec premierowego pilota serialu holonetowego: „In Bed with Y-Wings”)

    • Ten serial to chyba taki na po 22?
      A tytuł faktycznie niezły, nie zauważyłem tego jakoś nigdy ;) Na szczęście po przejściu z uzbrojeniem na nowy engine powinien pozostać.

      • FatBantha Says:

        Nie wiem, przegapiłem, nie mam już czasu na seriale.

        Inne pytanie – czy to autentyk?

        Najpierw pozwalany ja mówia () co JA jestem zalujace jezeli jezyk w tym liscie (litera) nie jest calkowicie poprawny. jest mój pierwszy (najpierw) zgodnosc w Jezyku polskim (blask), i JA jestem Watpliwy wytrzymalosci tlumaczenia programu JA uzywam. Teraz do rozsadku JA pisze. W odszukiwaniu opisy statków znajduje wasz *website*. Przyjemny przedstawienie i dobry chwycil (chwycony, kawalek, chwila) materii JA nigdy nie przed (zanim).
        Todd z Ameryki

        To znaczy domyślam się, że tak, bo inaczej nie byłoby tak śmieszne, ale możesz napisać coś o kulisach tego listu?

        • W rzeczy samej autentyk, dostałem go dobrych parę lat temu.
          Z tego, co wywnioskowałem przy pomocy tłumaczenia wstecznego translatorem na angielski (a to były w ogóle czasy jeszcze przed Google Translate), gość chciał się dowiedzieć czegoś o kilku statkach kosmicznych z salonu – czy kanoniczne, kto je wymyślił itp.
          Niestety cały list był za długi, treść sprawiała, że tempo cytatu zwalniało, dlatego, z bólem serca, zdecydowałem się tamten fragment wyciąć.

          Tak czy inaczej punkt dla pana, że postarał się napisać w naszym języku.

          • FatBantha Says:

            Tak swoją drogą, to może w podobny sposób Jar Jar nauczył się porozumiewać w basicu, przez jakiś starożytny translator internetowy. A później wszyscy brali go za kretyna…

            To może być genialny pomysł na wybitnie tanie szkoły językowe. Nawet slogan mam: „Poznaj twórczość Shakespeare’a, jakiej on by nie poznał. Elokwencja, erudycja i nieprzewidywalność to nasza tajemnica Twojego sukcesu.”

  4. Kyle Says:

    Ja również odnośnie ostatniej aktualizacji. Obrazek „Another Chance” to Thranta-class frigate by EvileJedi, ale czy zrenderowany na silniku EaW czy H2, to niestety już nie powiem.

    Przy MODzie-17 dziwi ładowność w stosunku do objętości ładowni. Producent chyba podał ten parametr przy wypakowaniu hangaru, warsztatu i szafek załogi ładunkiem.

    Porównałem sobie ładowność z innymi frachtowcami i niestety jest to chyba kolejny parametr ustalany na podstawie uderzenia pięścią w klawiaturę numeryczną. 700 t w Mobquecie? 100x więcej w Actionie? Ehh…

  5. […] A tutaj -> pierwsza recenzja serii Kultowe statki i pojazdy. […]

  6. […] ręcznie… Mniej więcej wtedy umarł również plan kupowania i recenzowania kolejnych wydań Kultowych statków i pojazdów SW – koszty inwestycji okazały się zbyt wysokie, a zysk – mizerny. Poza tym pierwsze […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: