Archive for the Holoksiążki Category

Nadchodzi nowa antologia Star Wars

Posted in Gwiezdne wojny, Holoksiążki, O dzienniku pokładowym with tags , , on 10/03/2012 by NLoriel

Okładka antologii - bardzo starwarsowaPamiętacie pierwszą antologię twórczości fanów Star Wars, wydaną dwa lata temu? W tym roku pojawi się druga: szybsza i bardziej intensywna.

Star Wars: Antologia fanów 2010-2011 ma liczyć prawie sto stron i zawierać felietony, recenzje, galerie, a także kilka tekstów napisanych na specjalne zamówienie. Będzie też okazja do śmiechu (oczywiście nie chodzi tu o pełny politowania śmiech nad fanami, którym chce się poświęcać czas i energię na tworzenie takich rzeczy) oraz zadumy… A nie, z tym ostatnim to trochę przesadziłem. Choć teksty „poważniejsze” także można będzie w Antologii znaleźć.

Jest tam też moja cegiełka albo dwie – z czego jedna to premiera pewnego tekstu, który przygotowany był pierwotnie do publikacji w Dzienniku pokładowym. Czy może być lepsza zachęta do zapoznania się z tą pozycją? ;)

Publikacja będzie dostępna (tak jak poprzednio) za darmo, do ściągnięcia w pliku PDF (hmm, a może dałoby się też MOBI? Muszę pogadać z wydawcą). W tym roku będzie jednak coś dodatkowego – wydanie fizyczne, wydrukowane na papierze, które można zabrać do plecaka albo uświnić zupą (nie należy czytać przy jedzeniu, ale czy nie można jeść podczas czytania?); szeleszczące kartkami, z kolorową okładką, charakterystycznym zapachem, ulegające samozapłonowi przy ok. 451 stopniach Fahrenheita itd. Wydanie oczywiście limitowane, nie bedzie dostępne w sprzedaży (kwestie licencyjne), ale kilka egzemplarzy będzie można wygrać w rozmaitych konkursach organizowanych przez tego i owego – między innymi na oficjalnej fejsbukowej stronie antologii.

Premiera 24 marca na Pyrkonie. Wersja elektroniczna – niecałe dwa tygodnie później.

Po wiecej informacji i nowości na bieżąco zaglądać należy tu: Star Wars: Antologia fanów 2010-2011 na fejsbuku.

Reklamy

Opisy na Sluis i marudzenie o książkach

Posted in Holoksiążki, Sluis Van with tags , , , , , , on 17/11/2011 by NLoriel

Dwa nowe opisy na Sluis Van: SW Galaxies dostarczyło nam statku górniczego Incom Y-8, The Old Republic natomiast – transportowca szturmowego BT-7 Thunderclap. Inspiracje w warstwie wizualnej są dość oczywiste… W przypadku tej drugiej jednostki nieodparcie nasuwa się pytanie: czy rzeczywiście wszyscy producenci statków kosmicznych w Galaktyce nosili kiedyś B-winga w tornistrze?

Z innych newsów – przeczytałem The Force Unleashed II oraz Revana.

Pierwsza z tych książek nawet dała się sympatycznie czytać, mimo, że jest silnie oparta na grze komputerowej. TFU 1 czytało się miejscami ciężko, jak sprawozdanie z przechodzenia kolejnych poziomów… W dwójce jest dużo lepiej, choć nadal nie idealnie (przy czym za ideał z braku innych przykładów trzeba uznać Dark Forces).

Na plus zalicza się autorowi zapoznanie się z budową i rozkładem wnętrz fregaty Nebulon, dzięki czemu nawet fanatyk statków kosmicznych (są tu tacy?) nie będzie zgrzytał zębami podczas lektury.

Szkoda tylko, że zabrakło odwagi, żeby nie dodawać do książki epilogu…

Gorzej z Revanem, może z powodu zbyt dużych oczekiwań. Spodziewałem się kontynuacji fabuł z KOTORów napisanej z podobnym do nich rozmachem, obawiając się tylko trochę, że kniga będzie równocześnie przygrywką do The Old Republic. Niestety, obawy spełniły się bardziej, niż sobie to wyobrażałem. The Old Republic: Revan to czytadło rzucone jako podpałka pod TORa, którego nie ratuje ani łatanie dziur spomiędzy KOTORa a KOTORa 2, ani kilka smaczków dla miłośników epoki, ani tym bardziej oraz trochę głupawych anagramów i gry z łacińskimi imionami oraz nazwami… Niby fabuła jest, niby nawet wciągająca, niby sprawdzeni bohaterowie… Ale to jakoś nie to. Zakończenie niby zaskakujące, ale tylko wtedy, kiedy ktoś ostatnie dwa lata spędził w ciemnej piwnicy bez kontaktu ze światem zewnętrznym i jakoś nie zauważył przeciekających przez klapę w suficie newsów o TORze. W przeciwnym razie wszystko można sobie aproksymować i tylko zastanawiać się, na ile autorowi starczy bezczelności. No i znowu niby na trochę starczyło, ale nie do końca.

Oczywiście główny zły znowu jest jeszcze bardziej zły, niż ktokolwiek do tej pory. Niebawem chyba w poszukiwaniu zagrożeń dla Galaktyki będzie trzeba sięgnąć po, czy ja wiem, rozumną istotę z antymaterii o rozmiarach układu lokalnego?

Na to, że mamy „złych-dobrych” Sithów, narzekał już wiele nie będę, bo taka konwencja jest konieczna, żeby w miarę duża ilość ludzi grała tą frakcją w nadchodzącej gierce…

Rozczarowany-m.

Ludzie jak bogowie kontra Star Wars

Posted in Funny, Gwiezdne wojny, Holoksiążki with tags , , , , , , on 02/03/2011 by NLoriel

Dawno, dawno temu w niezbyt odległej galaktyce pan Siergiej Sniegow (Сергей Александрович Снегов) napisał kultową w pewnych kręgach trylogię z pogranicza science-fiction i space opery – Ludzie jak bogowie (nawiązanie do Wellsa celowe). Powieść ta imponowała rozmachem, bawiła wtrętami o poprawnym ideologicznie zabarwieniu i uczyła podstaw fizyki wielowymiarowej (to dzięki niej dziś nie mam problemu z naturalnym podchodzeniem do przestrzeni czterowymiarowej). W Polsce cykl doczekał się dwóch wydań, z których nas interesuje to drugie, trzytomowe, wypuszczone w 1988 przez wydawnictwo Współpraca.

Dalej, zainteresowanie nasze zredukujemy do trzeciego tomu – Pętla wstecznego czasu.

I jeszcze dalej – do jego okładki (autorstwa Andrzeja Bilewicza):

Okłądka książki z czymś, co wygląda jak B-wing

Poznajecie?

Bo ja tak. Hejże, to były czasy.

Luke Skywalker and the Shadows of Mindor, czyli 200 procent starwarsów w starwarsach

Posted in Gwiezdne wojny, Holoksiążki with tags , , , , on 14/10/2010 by NLoriel

O książce tej krążyły różne opinie. Jedni zrównali ją z ziemią, inni reagowali entuzjastyczne. W końcu i do mnie, z dość dużym opóźnieniem, dotarł Luke Skywalker i cienie Mindora*. No i wsiąkłem. A potem zacząłem chichotać.

Powieść w swojej zasadniczej części zawiera wszystko, czego nauczyliśmy się spodziewać po Gwiezdnych wojnach przez ostatnie dwie czy nawet trzy dekady. Są nowe i niesamowite superbronie, jest walka z hordami nieprzyjacielskich myśliwców i niszczenie ich na pęczki, jest Han Solo jako rewolwerowiec (czy raczej blasterowiec)… Pojawia się kolejne śmiertelne zagrożenie dla Nowej Republiki wymyślone trochę bez sensu (baza i siły Shadowspawna w ogóle nie potrzebują logistyki, mają za to setki TIE Defenderów), są oczywiście Mandalorianie i Eskadra Łotrów, jest ruszanie przez bohaterów z pomocą innym bohaterom, a wszystko utrzymane w niezrównanej poetyce Marvelowsko-Andersonowskiej i zrealizowane zgodnie z głównym mottem Lucasa: Szybciej i bardziej intensywnie.

Są nawet tak kochane przez wszystkich fanów wpadki merytoryczne Czytaj dalej

Mandalnowela travissańska, czyli Imperial Commando: 501st

Posted in Gwiezdne wojny, Holoksiążki with tags , , , , , , on 31/03/2010 by NLoriel

Myślałem, że kupuję książkę o komandosach. Tymczasem świat się zmienił i 501st „koncentruje się na postaciach”, co znaczy, że w książce akcji bojowych jest w sumie dwie (no, może dwie i pół), a poziom rozbudowania każdej z nich jest minimalny. Większość objętości pierwszych Komandosów Imperium zajmują tradycyjne już rozważania o uroku mandaloriańskiego stylu życia, tożsamości i przynależności (głębię rozważań uzyskuje się przez kilkukrotne ich powtarzanie) i momentami zaczynałem się bać, że pod koniec sam Palpatine dowie się o wesołej gromadce Skiraty, zatęskni za braterstwem broni i przyłączy się do naszych bohaterów. A dziadek-najemnik zacznie nazywać go Palp’ika.

Poza tym Darman ma rozterki, następuje dalsze kojarzenie się par, a spod kamieni i zza krzaków wyłażą kolejne postacie i frakcje w rodzaju doklejonej na siłę mandaloriańskiej Straży Śmierci. Jakby dla równowagi nie występuje natomiast tytułowy 501 Legion, bo komandosi mają z nim wspólną jedynie nazwę.

Fabuła jest dość przewidywalna i jak zwykle farma i hodowla królików w Montanie to dla bohatera wyrok śmierci. Na dodatek nie pojawiają się na dłużej żadne fajne statki kosmiczne…

Rozczarowany-m.

Kronika zapowiedzianej śmierci. Gwiazdy Śmierci.

Posted in Gwiezdne wojny, Holoksiążki with tags , , , on 11/02/2010 by NLoriel

Bum!

Tego, że książka kończy się zniszczeniem Gwiazdy Śmierci przez Rebeliantów, nie spodziewał się chyba nikt poza tą garścią fanów, którym przytrafiło się obejrzeć Epizod IV. I choć mieliśmy już starwarsową adaptację Jądra ciemności (czy raczej Czasu Apokalipsy?), to autorzy nie wykazali się nadmiarem ambicji i nie zrobili z Death Stara kopii jednej z najciekawszych pod względem formy książek literatury współczesnej. Zamiast tego dostaliśmy klasyczną narrację z poutykanymi tu i ówdzie mrugnięciami w kierunku znającego „przyszłość” czytelnika – a aluzje te przejawiają się głównie w formie przemyśleń i rozważań głównych bohaterów na temat niezniszczalności Gwiazdy.

Konstrukcja Death Stara przypomina rozwiązania stosowane kilka lat temu w antologiach z serii Opowieści z… Całość rozpięta jest na kilku(nastu) scenach z filmu, które stanowią przerywniki, punkty zawiązania czy zbiegu akcji. Tyle, że tu mamy do czynienia nie z serią opowiadań, a z jednolitym przebiegiem narracji, choć obarczonym klasyczną wielowątkowością.

Postacie czasami zostają wpisane w historię w sposób dość karkołomny, jednak daleko autorom do „kunsztu” i kreatywności, jakie wykazał Kevin J. Anderson w opowieści o IG-88 i jego przygodach z drugą Gwiazdą Śmierci. Można oczywiście narzekać na nieprawdopodobieństwo zbiegów okoliczności; na to, że dane postacie znalazły się akurat w danych miejscach w określonych momentach, ale na to jest prosta odpowiedź: to książka właśnie o tych konkretnych osobach, a nie o tych, które się tam nie znalazły… Czytaj dalej

„Świat finansjery”, Terry Pratchett, tłum. PWC

Posted in Holoksiążki with tags , , on 21/11/2009 by NLoriel

Dzięki Światowi finansjery nasz cykl wydawniczy w zasadzie doścignął już produkującego książki w taśmowym tempie Pratchetta. Tym razem mowa jest o bankach, kryzysie finansowym i sprzężeniu zwrotnym między doskonałym modelem a rzeczywistością. Do kompletu kolejne ogarnięte obsesją czarne charaktery oraz niestety coraz częściej wychodzący z cienia i tracący przez to na tajemniczości Patrycjusz. Pojawiają się znowu golemy, z którymi nie ma niestety takiej zabawy jak z trollami, debiutuje też klub miłośników Kichania Ekstremalnego.

No to teraz jeszcze futbol, a potem już wspólnie czekamy na poborcę podatkowego…

 

W sumie przyzwoita rozrywka na 24 godziny.