Kultowe statki i pojazdy Star Wars 9: A-wing

A-wing jest myśliwcem, do którego mam duży sentyment – był on moją pierwszą ulubioną maszyną spod znaku Gwiezdnych wojen i pierwszym myśliwcem mojej pierwszej postaci w SW RPG. Dlatego kupno siódmego numeru Kultowych statków i pojazdów… zaplanowałem już dawno i dokonałem odpowiednich uzgodnień z działem finansowo-księgowym. Tymczasem jednak dostawa do mojej wsi nie mogła dotrzeć przez ponad dwa tygodnie (czyżby redukcja dystrybucji i/lub nakładu?), więc po myśliwiec typu A musiałem udać się aż na samo Coruscant.

Czytaj dalej „Kultowe statki i pojazdy Star Wars 9: A-wing”

W końcu coś się ruszyło: jachty i kontynuacja serii

Sluisjańscy rzemieślnicy w końcu ruszyli się z miejsca i wyprodukowali kilka jednostek – i to jakich!

W cyklu „Vongowie kontra Ssi-ruukowie” tym razem szpieg tych pierwszych – udający meteoryt yorik-stronha. Przeciw niemu wystąpi „statek pikietujący”, czyli patrolowiec typu Fw’sen. Podobno ma ciekawe zwyczaje rozrodcze…

Ale to nie wszystkie nowości. W ramach cyklu przeglądów istniejących artykułów zrobiłem porządki z jachtami z Naboo i zorientowałem się, że jednego jeszcze brakuje. W związku z tym oto, co się zmieniło:

Statki rozśrodkowane są między jachty ogólnodostępne oraz jednostki historyczne. A skoro powiedziało się A, B, C i D, to trzeba było powiedzieć i N-1. Myśliwiec N-1. Również odświeżony.

Co bardziej spostrzegawczy zauważyli już też, że w międzyczasie na głównej stronie pojawiły się boxy z przeglądem nowości z dziennika pokładowego oraz z galerii zdjęć wojskowych i lotniczych na wojny.net (gdzie zaczął pojawiać się Berlin – na razie pod postacią wystawy lotnictwa w muzeum techniki). Idąc za ciosem, wkrótce fejzbuk, tłiter i inne onomatopeje…

Star Wars: Death Star Assault

Któż z nas nie chciałby na chwilę zasiąść za sterami gwiezdnego myśliwca, przedzierać się przez hordy wrogów, zniszczyć wrogą stację bojową i zyskać względy księżniczki, która potem okaże się jego siostrą?

Słucham? Ten pan w imperialnym mundurze by nie chciał? Hm. Aha. Ale dla pana jest gra Imperial Ace

Zapytam jeszcze raz: któż z nas… Że co? Że to już było? X-Wing? Rebel Assault? X-Wing Alliance? Gierki na automaty i wczesne konsole? No tak. Ten motyw faktycznie jest już trochę oklepany, a mi nawet ostatnio śniło się uwalnianie kogoś z więzienia na stacji orbitalnej i ucieczka lekkim frachtowcem…

Ale co szkodzi przeżyć to jeszcze raz? Tym razem w wariancie na osobisty komunikator zwany też „komórką”. Dzięki grze Star Wars: Death Star Assault.

Death Star Assault to bliski krewniak wspomnianego Imperial Ace. Tutaj także mamy do czynienia z namiastką symulatora myśliwca kosmicznego (i nie tylko myśliwca, ale o tym dalej), i tu również widzimy swój statek zza rufy i możemy manewrować nim w obrębie ograniczonego korytarza, strzelając do nadlatujących z przeciwka lub z tyłu wrogów. Różnice widoczne są przede wszystkim w wykończeniach oraz w poziomie trudności, oraz oczywiście w tym, że teraz walczymy o wolność i demokrację, a nie o pokój i ład. Czytaj dalej „Star Wars: Death Star Assault”

Kultowe statki i pojazdy Star Wars 7: prom Lambda

Nie mogłem się zdecydować na kupno tego numeru, ale w końcu służby specjalne postawiły mnie przed faktem dokonanym. Mam więc imperialny prom Lambda w wersji De Agostini i o nim teraz kilka słów…

Pod względem wykonania model jest moim zdaniem jednym lepszych do tej pory, jeśli nie w ogóle najlepszym. Cała Lambda poza przednimi ruchomymi blasterami odlana jest z metalu i przyzwoicie pomalowana, nie zauważyłem szczególnych wpadek ani nadlewek. Poziom detali również zadowala – odwzorowano całe uzbrojenie, na statecznikach widać (namalowane) ślady trafień, kabina nie jest przezroczysta, ale w tym statku zupełnie to nie razi, dzięki temu „jest jak w filmie”. Niestety twórcom nadal nie udało się wypracować sensownego pomysłu na silniki – podobnie jak w Kultowym Falconie zostały one po prostu pomalowane na niebiesko.

W zasadzie jedyną rzeczą, do której można się na poważnie przyczepić, są wspomniane już blastery dalekiego zasięgu. Ich wieżyczki odlano razem ze skrzydłami promu, podczas gdy lufy zrobiono z plastiku. Z tego względu rozchodzą się one tam, gdzie powinny stykać się bez żadnych szczelin, a lufy mają tendencję do wyginania się. No, ale dają się naprostować.

Tak więc jeśli kupować jakiś model, to Lambdę warto. Dobra robota.

Prom jest oczywiście w gablocie, a rolę tylnej ścianki pełni kartka ze zdjęciem hangaru Gwiazdy Śmierci. Perspektywa ujęcia trochę nie pasuje do ustawienia promu, ale co tam.

A gazetka?

Z tym jak zwykle mam problem. Nie jest bardzo źle. Prom Lambda pozostaje promem typu Lambda i za to plus. Teksty dają się czytać bez większych zgrzytów – przeważnie. Miejscami bowiem zdarzają się dziwne wykwity, jak np. coś takiego o promie tyderiańskim:

Wzmocniono moc dwóch podwójnych działek jonowych. Istniała także możliwość zainstalowania dodatkowych dwóch wyrzutni rakiet, co spowodowałoby wzrost obrony defensywnej statku.

Nie wiem, co natchnęło autora/tłumacza/redaktora do stworzenia dwóch powyższych zdań, które poza spektakularną tautologią zawierają dwa błędy rzeczowe o trudnym do wydedukowania pochodzeniu: działka jonowe na cygnusowskim wariancie Lambdy oraz obrona za pomocą ciężkich rakiet (choć podobno najlepszą obroną jest atak, więc tu coś by było na rzeczy…). Jeszcze ciekawiej wygląda to, kiedy dowiemy się, że w wydaniu angielskim powyższych informacji w ogóle w tekście nie ma…

Czytaj dalej „Kultowe statki i pojazdy Star Wars 7: prom Lambda”

Imperial Ace

Podczas ostatniej podróży biznesowej na Coruscant spotkałem dawno nie widzianego przedstawiciela jednego z większych dostawców modułów pasażerskich do frachtowców międzygwiezdnych. Ten zainteresował mnie pewną grą na komunikator, którą postanowiłem przetestować i pokrótce opisać…

Chodzi o Star Wars: Imperial Ace wydaną przez THQ Wireless.

Zasadniczo grę można określić jednym zdaniem: TIE Fighter w wersji super-mikro. Wcielamy się w rolę pilota myśliwca Imperium Galaktycznego, latamy, strzelamy do wrednych rebelianckich szumowin, stopniowo dostajemy do dyspozycji kolejne myśliwce, zyskujemy na poważaniu i spotykamy się z najważniejszymi figurami w Marynarce Imperialnej… A wszystko to w ramach kampanii, której celem jest wytępienie wrażych sił z układu Mygeeto. Czytaj dalej „Imperial Ace”

14 lat minęło…

Czy człowiek, który 14 rok z rzędu opisuje fikcyjne statki kosmiczne z wymyślonego uniwersum może uchodzić za normalnego?

Okazuje się, że może. Wystarczy tylko, że od czasu do czasu będzie przestawać z ludźmi, którzy przebierają się w jakieś dziwne wdzianka i biegają po ulicach ze świecącymi patykami albo jeżdżą na koniec świata z pielgrzymkami do jakiejś ruiny z papendekla na pustyni…

No i może spokojnie wracać do pisania kolejnych fikcyjnych opisów.

A dziś na talerzu:

1. Ciąg dalszy przeglądu statków sympatycznych obcych gatunków z fikcyjnej galaktyki: desantowiec D’kee Ssi-ruuków  oraz… również desantowiec yorik-trema – Yuuzhan Vongów.

2. Wspomnienia, wspomnienia… Czyli gruntowny przegląd i odpicowanie (fikcyjnego) bombowca TIE/sa oraz równie fikcyjnego imperialnego promu Lambda. Ten ostatni to trochę na cześć wychodzącego w środę nowego numeru Kultowych statków i pojazdów, których ma być tematem przewodnim.

2 + 2 + 2

Dzisiaj 2 zupełnie nowe opisy na Sluis, 2 stare, ale napisane w zasadzie od nowa, oraz dwa uzupełnione o parę ciekawych informacji.

Po kolei więc: Sh’rip Sh’pa (z nieznanych przyczyn Amerykanie uważają, że im więcej apostrofów, tym bardziej obco coś brzmi) Yuuzhan Vongów, Lwhekk Ssi-Ruuków (ach, czasy Paktu na Bakurze), pancernik Invincible (ach, czasy Przygód Hana Solo), Ślicznotka (ach, czasy Trylogii Trawna), Y-wing (ach, czasy Starej Trylogii) i A-wing (ach, ach…).

Kultowe statki i pojazdy 4 – Eta-2 Actis

Czwarty zeszyt Kultowych statków i pojazdów Star Wars powinien jutro pojawić się w kioskach i innych takich.

Numer jest o tyle ciekawy, że w wersji anglojęzycznej był on wydany jako podwójny: z „myśliwcem przechwytujacym Jedi” (Eta-2 Actis) oraz klasycznym TIE Fighterem (TIE/ln). Na potrzeby polskiego wydania całość skompresowano do dotychczasowego formatu, głównie kosztem wycięcia kilku tekstów. Model myśliwca TIE zaś to zapewne ten, który można dostać z którąś z kolei przesyłką w prenumeracie.

Temat myśliwca imperialnego będzie jednak w tym numerze dość często poruszany: od artykułu W ogniu walki, który, odpowiednio zatytułowany (Siła wielkich liczb) omawia podstawy doktryny użycia maszyn TIE, przez „drugi opis”, który poświęcony jest TIE Crawlerowi, aż po artykuł o tajnikach produkcji, który przypadł TIE właśnie, choć z rozdzielnika powinien dostać go Actis (ale co to za zabawa przy modelu CG?). Aha, 1/3 quizu też dotyczy TIE.

Eta-2 załapała się natomiast na główny opis, rozkładówkę i 1/3 quizu. Postać numeru to Anakin Skywalker (w odróżnieniu od Dartha Vadera sprzed dwóch tygodni), miejsce to sala tronowa Imperatora na drugiej Gwieździe Śmierci (to chyba trochę pod kątem Anakina/Vadera), a „droidami, obcymi i innymi istotami” została w tym wypadku rodzina Larsów. Rewolucja w kinie opowiada o początkach ILM, a w „encyklopedii” nadal zajmujemy się literą B, chociaż o ile dobrze zauważyłem, hasła w wydaniu „nie-próbnym” zostały nieco przetasowane i taki na przykład Barada (tak, ten dla snobów od The Day the Earth Stood Still) przeskoczył do poprzedniego numeru.

Z tradycyjnego czepialstwa, kolejny raz twórcom polskiej wersji językowej nie udało się zrobić niczego sensownego z TIE Defenderem i został on „statkiem obrony TIE”. Uchronili się za to od „droidów-bzykaczy”, robiąc z nich, tego, „brzęczące droidy”.

Podana w oryginale prędkość Actisa w atmosferze wynosiła 15000 km/h, u nas poprawiono to na 1500. Moim zdaniem słusznie, tym samym przystaje ona do atmosferycznych prędkości innych maszyn (nawet dyskutowaliśmy to trochę tu w dzienniku pokładowym). Poza tym autorzy wydają się mieć problem z TIE/ln i stworzyli niechcący dodatkowo TIE/LN (to samo, tylko wielkimi literami). Dodatkowo w jednym miejscu stwierdzili, że maszyna ta jest zwrotniejsza od A-winga.

Według obu wersji językowych ciało Anakina Skywalkera zostało spalone na stosie. A kiedyś było mówione, że zniknęło, a spalono samą zbroję… Cóż, nie pierwsza to i nie ostatnia niedokładność i brak zgodności w źródłach.

Przy Larsach umieszczono dwa zdjęcia ich domostwa – ze starej i nowej trylogii, ten sam pokój w berberyjskim „hotelu”, te same malunki na suficie i prawie identyczny widok na dziedziniec. Fajne.

I to by było na tyle… Opisu modelu prawdopodobnie nie będzie, bo tym razem postanowiłem go sobie darować.

Za dwa tygodnie AT-AT, za miesiąc – Gwiezdny Niszczyciel.

A tu inne recenzje z serii: Kultowe statki i pojazdy Star Wars ogólnie i Sokół Millennium / Kultowy X-wing / Kultowy TIE Advanced x1 / Kultowy myśliwiec przechwytujący Jedi / Kultowy prom imperialny

We all live in a Gungan submarine…

To było nieuniknione. Już od kilkunastu lat w listach do redakcji Sluis Van regularnie pojawiało się pytanie: dlaczego tylko statki kosmiczne? Co z pojazdami atmosferycznymi, naziemnymi, podwodnymi?

Dlatego w końcu, po przerwie w aktualizacjach koniecznej do wprowadzenia kilku zmian technicznych, uroczyście otwieramy dziś nową sekcję Sluis Van. Ponieważ tworzenie strony i tak jest dość absorbujące, opiekę nad nowym działem oraz honorowy patronat zgodziła się objąć osoba znana w pewnych kręgach jako Pani Admirałowa. Co więcej, osobiście przygotowała ona pierwszy opis – gungańskiej łodzi podwodnej zwanej bongo.

Zapraszamy (tym razem już wspólnie) do zwiedzania. Kolejne aktualizacje wkrótce.